|
Trzecie zwycięstwo z rzędu odniosły nasze koszykarki, które w minioną niedzielę nie dały szans AZS-owi Mostostal Res-Drob Rzeszowa, wygrywając 76:64. Tym samym wymarzona pierwsza szóstka jest już na wyciągnięcie ręki.
Kto w niedzielne popołudnie zarezerwował sobie dwie godziny czasu na wizytę w hali przy ul. Wrocławskiej, ten z pewnością nie mógł żałować. Sporo zwrotów akcji, udane, wielopunktowe ucieczki oraz pościgi z obu stron, jak również – szczególnie dla miejscowych kibiców – sukces koszykarek Ostrovii.
To właśnie one rozpoczęły mecz z większym animuszem, prowadząc po kilku udanych akcjach 6:2. Przyjezdne miały jednak przewagę pod tablicami – ton grze nadawały byłe zawodniczki AZS-u Gorzów (Karolina Łodygowska) oraz MUKS-u Poznań (Paulina Miszczuk). Pierwsza z nich nie myliła się pod atakowaną tablicą (3/3 za dwa punkty), druga natomiast na swym koncie, obok także sześciu punktów, zapisała aż osiem zbiórek. W ważnych momentach trafiała też Dorota Arodź i przyjezdne mogły po pierwszej odsłonie cieszyć się z prowadzenia 24:19. Trener AZS-u, pan Grzegorz Wiśniowski, skorzystał w tej kwarcie z usług jedynie swojej pierwszej piątki.
W drugiej kwarcie ze strony gości mieliśmy już znacznie szerszy „przegląd kadry”. Dobrą zmianę dała m.in. Paulina Nieć, która cztery stracone piłki nadrobiła dwoma celnymi rzutami oraz dwoma podaniami, które otworzyły drogę do zdobyczy punktowych jej koleżankom. W połowie tej kwarty prowadzenie zespołu gości sięgnęło nawet jedenastu punktów (24:35). Jednak od stanu 37:30 punktował już tylko jeden zespół. Świetną zmianę dała Agata Krygowska, która już w pierwszej kwarcie skarciła rywalki celnym rzutem za trzy punkty. Dała już wówczas sygnał trenerowi Czasce, że może to być jej dzień. I rzeczywiście – nasz szkoleniowiec pozostawił Agatę na parkiecie przez całą drugą kwartę i się nie zawiódł. Do jednego celnego rzutu za trzy punkty dorzuciła w kolejnej odsłonie aż trzy (ze stuprocentową skutecznością), stając się tym samym najskuteczniejszą zawodniczką nie tylko w naszym zespole, ale i w całym spotkaniu. Swoje zrobiła także Milena Krzyżaniak, zdobywczyni siedmiu punktów w tej kwarcie. Obie udanie zastąpiły w tym fragmencie gry najskuteczniejszą do tej pory naszą zawodniczkę, Magdalenę Parysek. Martwić mogła jedynie znikoma ilość zbiórek (raptem siedem do przerwy), jednak można było to tłumaczyć tym, iż zawodniczki trenera Wiśniowskiego zagrały na bardzo wysokim procencie skuteczności, pudłując w całej pierwszej połowie zaledwie dziewięć razy.
Udana końcówka pierwszej połowy pozwalała sądzić, iż Ostrovia złapała wreszcie swój rytm gry. Nic z tego – trener gości powrócił do koncepcji z początku spotkania, czyli do maksymalnej eksploatacji swojej pierwszej piątki. Zresztą wspomniane wcześniej Karolina Łodygowska oraz Paulina Miszczuk nie usiadły również w drugiej kwarcie ani na sekundę na ławkę. Na szczęście nie były one już tak skuteczne jak wcześniej, jednak do pracy zabrała się doświadczona Olga Włodarz, „sprzedając” naszemu zespołowi dwa celne rzuty za trzy punkty. Trener Czaska konsekwentnie stawiał na pressing już na połowie przeciwnika. Z jednej strony przynosiło to skutek, bowiem gdy rywal zdołał w końcu przekroczyć linię środkową i spróbować zrealizować jedną ze swych zagrywek, połowa czasu na wykonanie akcji już upłynęła. Była też jednak druga strona medalu – najmniejszy błąd w obronie skutkował tym, że rywalki zdobywały wręcz arcyłatwe punkty. Czy w ostatecznym rozrachunku ta strategia wyszła „in plus”? To pewnie gdzieś wnikliwie przeanalizował trener naszego zespołu, Piotr Czaska. Jedno było pewne – przed ostatnią kwartą wynik meczu był otwarty, bowiem Ostrovia prowadziła zaledwie 54:52.
Ostatnia kwarta była prawdziwą grą nerwów, bowiem wynik niemal przez cały czas oscylował wokół remisu. Wygrana AZS-u w Ostrowie dawałaby tej drużynie praktycznie miejsce w szóstce, z kolei naszym dziewczynom sukces w tym spotkaniu potrzebny był do przedłużenia nadziei na spokojne utrzymanie się w lidze już po pierwszym etapie rozgrywek. W 35. minucie spotkania Ostrovia prowadziła 59:56, ale już kilka chwil później był remis – po 62. Wtedy do akcji znów przystąpiła Agata Krygowska, zdobywając trzy i dwa punkty dla swojego zespołu. Tej przewagi nasze dziewczyny nie oddały już do końca. Dodatkowo za pięć przewinień parkiet musiała opuścić Edyta Czerwonka, jeden z motorów napędowych drużyny naszych gości. Wymęczone grą w tym spotkaniu w dużym wymiarze czasowym czołowe zawodniczki ekipy trenera Wiśniowskiego (Karolina Łodygowska zagrała pełne 40 minut, Paulina Miszczuk – prawie 38, Olga Włodarz i Dorota Arodź – po około 30) nie były w stanie po raz kolejny dogonić naszego zespołu, który tym samym na swym koncie zapisał trzecią kolejną wygraną. Ostrowianki zrównały się przy okazji punktami z zespołem AZS-u Rzeszów i uciekły na jeden punkt przewagi siódmej i ósmej drużynie w tabeli, a więc AZS-owi UMCS Lublin oraz Wiśle II Kraków. Teraz przed naszym zespołem pojedynek właśnie w Lublinie. Czy dobra passa zostanie podtrzymana? Przekonamy się już niebawem. Warto jednak z pewnością zauważyć coraz pewniejszą grę najmłodszej w naszym zespole, Sandry Nowickiej, oraz powrót po dłuższej przerwie Marty Wiertelak. Obie z pewnością będą przydatne drużynie w pojedynkach decydujących o być albo nie być w czołowej szóstce.
Ostrovia Ostrów – AZS Mostostal Res-Drob Rzeszów 76:64 (19:24, 24:13, 11:15, 22:12)
Punkty zdobyły: Ostrovia: Agata Krygowska 21, Milena Krzyżaniak 14, Magdalena Parysek 14, Katarzyna Skrzypczak 12, Martyna Cebulska 6, Agnieszka Misiek 5, Urszula Biela 2, Sandra Nowicka 2, Małgorzata Czaska 0, Marta Wiertelak 0. AZS: Paulina Miszczuk 23, Edyta Czerwonka 11, Olga Włodarz 11, Dorota Arodź 8, Karolina Łodygowska 7, Paulina Nieć 4, Alicja Wiśniowska 0, Iwona Furdak 0, Magdalena Kowal 0, Izabela Kieszkowska-Komar 0.
Autor: Marcin Dwornik
|