|
Koszykarki Ostrovii, choć przełamały wreszcie prawie dwumiesięczną niemoc i pokonały u siebie zespół z Piekar, nie jechały na mecz z Akademiczkami z Katowic w roli faworyta. Różne przypadki jednak chodzą po ludziach i wicelider tabeli musiał uznać wyższość naszego zespołu.
W sukces podopiecznych trenera Piotra Czaski, poza oczywiście sympatykami Ostrovii, mało kto wierzył, a już na pewno nie miejscowi działacze i kibice. Nawet na stronie internetowej rozgrywek PZKosz zastanawiano się, czy zespół trenera Adama Kubaszczyka powiększy przewagę nad kolejną w tabeli Koroną, sugerując zapewne, że to właśnie katowiczanki powinny mieć najłatwiejszą przeprawę ze wszystkich drużyn czołówki. Odpowiedź na szczęście brzmiała: nie.
Zaczęło się od rzeczy dość zaskakującej, mianowicie od niezwykle skutecznej i agresywnej gry ostrowianek w obronie, które w ciągu dziesięciu minut pozwoliły rywalkom na rzucenie zaledwie ośmiu punktów. Same zdobyły ich aż dwadzieścia dwa i mecz rozpoczął się zgoła sensacyjnie. Gospodynie nie po to jednak przystępowały do meczu, by odpuścić po jednym nieudanym fragmencie gry. Kolejne kwarty kończyły się ich wygraną, jednak w ostatecznym rozrachunku o jeden malutki punkcik lepsza okazała się Ostrovia. „Last action hero” można było w tym przypadku nazwać dwie osoby – podającą, Martynę Cebulską, oraz trafiającą na niespełna dwie sekundy przed końcem, Agatę Krygowską. Rywalki nie były już w stanie odpowiedzieć skuteczną akcją i dwa punkty powędrowały do Ostrowa.
Było to wręcz bezcenne zwycięstwo; prezent Ostrovii sprawił zespół z Lublina, który dwukrotnie uległ na własnym parkiecie, w tym raz w meczu zaległym zespołowi z Jeleniej Góry... jednym punktem po dogrywce! Teraz Ostrovię czeka mecz u siebie z Rzeszowem. Walka o pierwszą szóstkę trwa – pomóżmy naszym dziewczynom, by już po rundzie zasadniczej mogły cieszyć się z utrzymania w pierwszej lidze. Niedziela, godzina 16:30, hala przy ul. Wrocławskiej – warto zarezerwować sobie dwie godziny, by wspomóc dziewczyny gorącym dopingiem.
Oto co po meczu powiedzieli nam przedstawiciele naszego klubu.
Piotr Czaska (trener Ostrovii): „Jakieś nasze założenia zostały zrealizowane, udało nam się przeciwnika zaskoczyć. Generalnie plan był taki, że od początku grać ‘na całym’. Tym sposobem uzyskaliśmy tak dużą przewagę, że wystarczyło to do zwycięstwa, chociaż ten mecz nie był łatwy, bo w następnych kwartach wprawdzie małą różnicą, ale jednak przegrywaliśmy. Ten początek nam jednak wystarczył, lecz dalsza praca będzie wymagała tego, by jednak ten zespół był bardziej skupiony, żeby grał w odpowiednich momentach spokojnie, rozważnie, a kiedy trzeba przyspieszać to przyspieszył, by wykorzystywać swoją przewagę. Myśmy w pewnym momencie zagrali dość jednostajnie i przeciwnik się do tego przygotował, jednak cieszy nas zwycięstwo.
W mojej ocenie spotkanie w Katowicach było bardziej spokojne niż mecz u siebie z Piekarami. Tutaj jednak, tzn. w Ostrowie, takie odium tej walki o pierwsze zwycięstwo po tak długiej przerwie było jednak widoczne wśród dziewczyn i ta gra nie do końca była płynna. Uważam, że ten mecz w Katowicach był lepszy, był bardziej płynny, dobrze zagrały w obronie, na w miarę dobrej skuteczności, co przyniosło nam zwycięstwo. Dziewczyny też chwaliłem za te wcześniejsze mecze wyjazdowe w Krakowie, nawet w Jeleniej Górze, gdybyśmy tam tą skuteczność mieli trochę lepszą to wtedy też można było się pokusić o zwycięstwo.
Ta szóstka jest dalej realna, bo tak się to wszystko poukładało, że teraz każdy mecz będzie ważny i wychodzi na to, że przynajmniej dwa mecze musielibyśmy wygrać. Szczególnie te mecze u siebie, a gdyby udało się jeszcze w Lublinie to byłoby fajnie. Ostatnie wyniki nie ukrywam nam trochę sprzyjały, bo gdyby ten zespół wygrał u siebie to ta szóstka by nam się oddaliła. W tej chwili wszystko jest otwarte.”
Agata Krygowska (zawodniczka Ostrovii): „Niesamowicie cieszymy się ze zwycięstwa, bo było to bardzo ważne, tym bardziej że morale zespołu wzrosło po tym jednopunktowym sukcesie. Na Rzeszów patrzymy teraz bardzo pozytywnie, liczymy że cały czas będziemy na fali. Pierwsza kwarta w Katowicach była rewelacja, cały mecz wprawdzie nie poukładał się tak, jak mógłby się poukładać, no ale końcówka to rzeczywiście coś niesamowitego. W sumie dziewięćdziesiąt procent jest w tym zasługi ‘Cebuli’, która ściągnęła na siebie trzech obrońców. Żartuję sobie nawet, że gdybym nie trafiła, to po prostu byłabym przez koleżanki zlinczowana. Ogólnie mecz miałam kiepski, skuteczność kiepską i po prostu nie mogłam tego nie trafić.
Ja bym powiedziała tak – było pięć porażek pod rząd i zostały nam trzy mecze, więc teraz będzie pięć zwycięstw, żeby było po równo, jak to się mówi ‘fifty-fifty’ (śmiech), żeby zakończyć tę pierwszą część dobrą passą, wtedy będzie pewne utrzymanie w szóstce.
Ta najbliższa kolejka będzie bardzo ważna, bo zespoły które mają tyle samo punktów co my też grają ważne mecze. Ta kolejka będzie może nawet takim punktem kulminacyjnym dla nas, a więc mobilizacja będzie na pewno duża. Co do meczu z Rzeszowem to myślimy przede wszystkim o zwycięstwie a nie odrobieniu strat. Tak sobie powiedziałyśmy przed meczem w Katowicach: nieważne ile, nieważne w jakim stylu – grunt żeby wywieźć stamtąd dwa punkty. Jeżeli będzie taka sytuacja w meczu, że będzie te kilkanaście oczek przewagi, to wtedy będziemy dopiero myślały ile jest punktów. Ale takie myślenie się często mści, bo chce się wygrać więcej, a w praktyce wychodzi zupełnie inaczej. A zatem dwa punkty przede wszystkim. Dobrze jest zresztą w domu też trochę powygrywać, bo nie miałyśmy tutaj takiego super meczu, więc teraz musimy zagrać rewelacyjny mecz na świetnej skuteczności, żeby kibice chcieli też na te mecze przychodzić.
W każdym meczu któraś z nas ma lepsze momenty, któraś gorsze i się tym dzielimy. Ja miałam teraz słaby mecz, to mam nadzieję, że mnie to już nie dosięgnie, a może wyczerpałyśmy już limit naszej słabszej skuteczności. Nie było bowiem takiego meczu, w którym wszystkie zagrałybyśmy rewelacyjnie, i mamy nadzieję, że ten mecz będzie np. teraz z Rzeszowem czy później z Koroną, ale żeby przede wszystkim był to mecz u siebie, bo chyba bardziej cieszy, gdy u siebie zagramy tak konkretnie. Rzeszów i Lublin sąsiadują z nami w tabeli, więc te dwa najbliższe pojedynki będą bardzo ważne, bo Korona to już zespół nieco wyżej notowany. Ale jesteśmy optymistkami – pięć pod rząd ma być i koniec (śmiech).”
AZS AWF Katowice - Ostrovia 56:57 (8:22, 15:10, 17:12, 16:13)
Ostrovia: Skrzypczak 16, Krygowska 9, Krzyżaniak 9, Misiek 8, Biela 6, Cebulska 5, Parysek 2, Czaska 2, Nowicka 0.
Najwięcej dla AZS: Szymik 17, Stawowska 16, Bachryj 7, Zielonka 7.
Autor: Marcin DWORNIK
|