Były hymn narodowy, były biało-czerwone szaliki i flaga narodowa. Polska koszykówka w przeddzień obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości zagrała razem. Tak było też w Ostrowie, gdzie swój mecz w ramach 7. kolejki EBLK grały Ostrovia ze Ślęzą Wrocław. Lepsze w całym meczu okazały się przyjezdne, które wygrały 80:47.

Ostrovia musiała radzić sobie bez Katarzyny Joks, która na wczorajszym treningu skręciła staw skokowy. Trzymamy kciuki i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.

Hymn narodowy i biało-czerwone szaliki podziałały w tym spotkaniu motywująco na Ostrovię, która świetnie rozpoczęła mecz. Nie do zatrzymania była Jowita Ossowska, która w całym meczu zdobyła 20 punktów. Gospodynie bardzo dobrze grały także w defensywie, zatrzymując kilka razy bardziej utytułowany zespół. – Miałyśmy dobre momenty, zwłaszcza w pierwszej połowie. Chciałyśmy powalczyć o zbiórkę, co było naszym planem przed tym meczem. Wydaje mi się, że częściowo go zrealizowałyśmy – mówiła po meczu Ossowska.

Ostrovia zagrała zupełnie inaczej niż w ostatnim meczu. Zwłaszcza w pierwszej połowie były bardzo wymagającym rywalem. Później my już zdecydowanie lepiej broniliśmy i udało się odskoczyć na bezpieczną przewagę – powiedział Arkadiusz Rusin, trener Ślęzy, która zwycięstwo zapewniła sobie praktycznie w trzeciej kwarcie, którą wygrała 27:13.

Wysoka obrona rywalek sprawiała wiele problemów Ostrovii, która po przerwie miała problemy z konstruowaniem akcji. Koszykarki Ślęzy w odpowiednim momencie zaczęły trafiać z dystansu i odskoczyły na bezpieczną przewagę. – Styl nie jest ważny, ważna jest wygrana. W drugiej połowie zagrałyśmy przyzwoicie, chociaż wciąż popełniamy dużo błędów, które musimy wyeliminować. Teraz mamy przerwę na mecze reprezentacyjne, więc może uda się to zrealizować – powiedziała Lea Miletić, skrzydłowa Ślęzy.

Ostrovia tym samym przegrała siódmy mecz w sezonie. Mimo kilku pozytywnych elementów gry, czyli lepszej defensywie, wciąż martwi słabsza postawa amerykańskich koszykarek. W meczu ze Ślęzą kompletnie niewidoczne były Jenna Burdette i Kristina King. – Wszystkie dziewczyny mocno pracują na treningach, żeby nasza gra wyglądała lepiej. Dzisiaj faktycznie pierwsza połowa była obiecująca. Później mocniejsza defensywa i nasza ograniczona rotacja spowodowały, że mecz skończył się tak,  a nie inaczej – zakończył Mirosław Trześniewski, trener TS Ostrovia.