DSC_0978To był trzeci mecz z wyżej notowanym rywalem, w którym biało-czerwone pokazały, że potrafią grać na dobrym poziomie. Po słabszej końcówce w meczu z Polkowicami, tym razem o porażce zadecydował słaby początek. Mimo ambitnej pogoni Ostrovia przegrała w Gdyni z Basketem 90 62:69, zatem na niespodziankę kibice muszą jeszcze zaczekać.

Jako pierwsza punkty zdobyła w tym meczu Karolina Puss, były to jednak jak się okazało „miłe złego początki”. Kiedy w czwartej minucie Jones trafiła po raz drugi przy wyniku 6:2, wydawało się niemożliwym, aby były to ostatnie punkty naszego zespołu w tej kwarcie. Okazało się jednak, że to jest możliwe. Biało-czerwone nie potrafiły przeprowadzić skutecznej akcji, a piłka nie chciała ich słuchać, raz za razem odbijając się od obręczy i wpadając w ręce przeciwniczek, w związku z czym kwarta zakończyła się wynikiem 21:4.

Początek drugiej kwarty nie przyniósł zmiany obrazu gry i dopiero przy wyniku 29:4(!) fatalną passę Ostrovii przełamała Karolina Puss. Przełamanie okazało się na tyle skuteczne, że w kolejnych akcjach zapunktowały również Naczk, Lewis i Jasnowska, zmniejszając straty do 19 punktów (31:12). Trener Basketu Gundars Vetra uznał, że warto poprosić o czas, ale po przerwie kolejne punkty dorzuciły Jones, Puss i Lewis odrabiając kolejnych 6 punktów (31:18). Po kolejnej przerwie dla gospodyń jeden z dwóch rzutów wolnych wykorzystała Puss i dopiero przy wyniku 31:19 swój przestój przełamały gdynianki. Jak się okazało, odblokowały się na tyle skutecznie, że zdobyły 6 punktów z rzędu, a wynik na przerwie na 37:22 ustaliła rzutem za trzy Monika Jasnowska.

Trzecią kwartę od punktów rozpoczęła Lewis, co jak się okazało było dobrym sygnałem, bo choć gdynianki odpowiedziały trafieniem Copper, to później biało-czerwone zdobyły 9 punktów z rzędu i przy wyniku 39:33 ponownie o czas musiał prosić trener Basketu. Przerwa wyraźnie pomogła gospodyniom, gdyż szybko odzyskały one 13-punktową przewagę (46:33), co jednak nie podłamało ostrowianek, które odgryzły się kolejną 9-punktową serią i po trójce Motyl zrobiło się 46:42 na trzy minuty przed końcem kwarty. Ostatnie minuty to wyrównana gra kosz za kosz, co dało wynik 52:48 po trzech kwartach i otwartą kwestię zwycięstwa przed ostatnią odsłoną.

Czwartą kwartę od trójki rozpoczęły gdynianki, ale grające bez respektu biało-czerwone odpowiedziały tym samym.  Po kilku nieudanych akcjach obu drużyn jako pierwsze punkty zdobyły gospodynie, na co natychmiast prośbą o czas zareagował trener Czeczuro.  Pomimo przerwy ostrowianki dalej grały nerwowo, a przez to niedokładnie i po trzech minutach gdynianki prowadziły 59:51, a przez kolejne dwie minuty żadna z drużyn nie zdobyła punktu. Pięciominutowy przestój przełamała w końcu Lewis, później trafiła Jones i zrobiło się 59:55, ale bariera 4 punktów wydawała się nie do przełamania w tym meczu. Po rzutach gdyńskich supersnajperek Copper i Vitoli, na niespełna dwie minuty przed końcem przy wyniku 63:55 o czas ponownie poprosił trener Czeczuro. Po przerwie 2 punkty zdobyła Lewis, ale tym samym odpowiedziały miejscowe. Dopiero w ostatniej minucie przy wyniku 65:57 najpierw 2 punkty zdobyła Mfoula, a później akcją 2+1 popisała się Lewis i na 30 sekund przed końcem do upragnionego remisu brakował już tylko „trójki” (65:62). Mimo tej presji gdynianki potrafiły przeprowadzić szybką i skuteczną akcję, a kiedy niecelny rzut za trzy oddała Mfoula, nadzieje na odrobienie strat prysły i biało-czerwonym przyszło po raz kolejny pogodzić się z niewykorzystaną szansą na sprawienie niespodzianki.

Basket 90 Gdynia – TS Ostrovia Ostrów 69:62 (21:4, 16:18, 15:26, 17:14)

Basket: S. Aleksandravicius 4, V. Jankoska 4, K. Vitola 23, K. Copper 27, A. Makurat, A. Jakubiuk, J. Škerović 5, A. Morawiec 2, A. Rembiszewska 4

Ostrovia: J. Jones 8, B. Lewis 17, M. Mfoula 4, M. Naczk 6, K. Puss 13, M. Jasnowska 8, K. Joks 0, K. Motyl 6, S. Nowicka

Fot. basketligakobiet.pl