DSC_281293:74 pokonały koszykarki TS Ostrovii Widzew Łódź odnosząc trzecie zwycięstwo w tegorocznych rozgrywkach BLK, ale dopiero pierwsze na własnym parkiecie. Po wyrównanych dwóch pierwszych kwartach, w drugiej częsci meczu biało-czerwone zdominowały rywalki wygrywając pewnie i w pełni zasłużenie. 

Ostrowianki nie wykorzystały pierwszej akcji meczu by objąć prowadzenie, wykorzystały za to swoją widzewiaczki. Trójką odpowiedziała na to Monika Naczk, co rozpoczęło wymianę ciosów w rzutach za trzy. Od stanu 6:5 łodzianki zmieniły taktykę i dwukrotnie trafiły za dwa uciekając z wynikiem na 6:9. W połowie kwarty nadal utrzymywała się 3-punktowa przyjezdnych (8:11), kolejne akcje pozwoliły jednak ostrowiankom wyjść na prowadzenie 14:11, w związku z czym o czas poprosił trener Raczyński. Nie zmieniło to obrazu gry, gospodynie twardo grały w obronie wymuszając błędy rywalek, same jednak miały sporo problemów z oddaniem celnego rzutu, w związku z czym ich przewaga oscylowała w granicach 1-3 punktów i ostatecznie pierwsza kwarta zakończyła się minimalnym prowadzeniem biało-czerwonych 18:17.

W pierwszej akcji drugiej kwarty łodzianki szybko zdobyły 5 punktów i role się odwróciły. Mimo gry kosz za kosz, skuteczne rzuty za trzy Widzewa sprawiły, że zrobiło się 24:30. Ostrowianki zdecydowały się odpowiedzieć tym samym i po trójkach Mfouli i Jasnowskiej przewaga łodzianek stopniała do 2 punktów (30:32). Bardzo aktywna w obronie Jordan Jones skutecznie uprzykrzała życie rywalkom, a skuteczną pogoń Ostrovii dwójką zwieńczyła Naczk doprowadzając do remisu 32:32. W połowie kwarty po akcji 2+1 Karoliny Puss ostrowianki prowadziły 37:33, a półtorej minuty później po trójkach Moniki Jasnowskiej i skutecznych rzutach wolnych, uzyskały rekordowe 10- punktowe prowadzenie 46:36. W tym momencie jednak gospodynie zupełnie zatraciły swoją skuteczność, co skrzętnie wykorzystały łodzianki systematycznie odrabiając straty i schodząc na przerwę przy wyniku 46:44

Trójka Kathleen Sheer rozpoczęła trzecią kwartę, tym samy odpowiedziała jednak Karolina Puss. Skuteczne rzuty z dystansu pozwoliły gospodyniom uciec z wynikiem na 56:50, łodzianki nie zamierzały jednak odpuszczać, również odpowiadając rzutami za trzy i nie pozwalając Ostrovii powiększyć przewagę na więcej niż 4 punkty.  Trzy minuty przed końcem kwarty mieliśmy wynik 61:57, minutę później po raz piąty faulowała najwyższa na parkiecie Brandi Harwey-Carr, a faulowana Mfoula podwyższyła w końcu prowadzenie biało-czerwonych do 66:60. Wydawało się, że może być to przełomowy moment meczu, ale chwilę później trójka Adrianny Kopciuch zmniejszyła straty Widzewa o połowę i dodała łodziankom wiary w skuteczną pogoń. W przeciwieństwie jednak do dwóch poprzednich kwart, tym razem gospodynie nie roztrwoniły wcześniejszego dorobku i przed ostatnią odsłoną meczu prowadziły 69:63.

Wyrównany początek czwartej kwarty zwiastował spore emocje, choć biało-czerwone utrzymywały wypracowaną wcześniej przewagę, którą z czasem udało im się powiększyć do 10 punktów (78:68), między innymi po brawurowych akcjach w obronie i w ataku Jordan Jones. Czas dla trenera Raczyńskiego nie pomógł jego podopiecznym, gdyż kolejne punkty zdobywały ostrowianki powiększając przewagę do 14 „oczek” (82:68). Po pięciu(!) minutach gry bez punktu złą passę Widzewa przerwała rzutami wolnymi Roksana Schmidt, widzewiaczki grały już jednak bez wiary w końcowy sukces co pozwoliło Ostrovii zakończyć mecz efektownym wynikiem 93:74

TS Ostrovia Ostrów – Widzew Łodź 93:74 (18:17, 28:27, 23:19, 24:11)

Ostrovia: Jordan Jones 7, Breanna Lewis 26, Marie Ange Mfoula 20, Monika Naczk 9, Karolina Puss 6, Monika Jasnowska 21, Katarzyna Joks 4, Sandra Nowicka

Widzew: Julia Drop 18, Klaudia Gertchen 11, Brandi Harvey-Carr 7, Roksana Schmidt 8, Kathleen Scheer 13, Adriana Kopciuch 5, Wiktoria Zapart, Daria Zawidna 12

Wypowiedzi pomeczowe trenerów i zawodniczek obu drużyn:

Trener Widzewa Łódź – Dariusz Raczyński:

– Gratulacje dla całego zespołu TS Ostrovii, tutaj jest bardzo krótki komentarz jeśli chodzi o ten mecz. Zabrakło niektórym moim zawodniczkom charakteru w tym spotkaniu i ostatnia kwarta, w której zeszła z boiska nasza zawodniczka, praktycznie przestaliśmy mieć jakiekolwiek szanse na obu tablicach. Cóż, przykre jest to, że część zespołu walczy, stara się – przykładowo Julka Drop grała dzisiaj z lekką kontuzją i potrafiła wziąć na siebie ciężar gry, a niektóre panie po prostu o tym zapominają. Myślę, że dopóki nie zmieni się charakter i mentalność tych zawodniczek, no to będzie tak jak jest. Nie będziemy mogli wygrywać tak ważnych spotkań jak to bo, nie jesteśmy w stanie konkurować z zespołami, które mają dłuższą ławkę od nas, aczkolwiek w przypadki drużyny trenera Czeczuro, ta ławka jest porównywalna z naszą.

Zawodniczka Widzewa Łódź – Julia Drop:

– Ja również gratuluję drużynie z Ostrowa i prawdę mówiąc pierwszy raz nie mam zielonego pojęcia co powiedzieć po takim meczu.

Trener TS Ostrovii – Vadim Czeczuro:

– Dziękuję za gratulacje. Wiadomo, że jesteśmy bezpośrednimi rywalami na dzień dzisiejszy, ale jutro wszystko może się zmienić. To był bardzo ciężki mecz. Rzeczywiście lekko ułatwiło nam grę to, że odpadła wysoka zawodniczka z Widzewa i troszkę pod koszem mieliśmy większą przewagę. Znam swój zespół, znam zespół przeciwników i praktycznie do ostatniej 1,5 minuty było trzeba jeszcze trzymać rękę na pulsie. Jeszcze chciałem zaznaczyć, że bardzo się cieszę z asyst zespołowych i w końcu zagraliśmy nie patrząc na wszystkie nasze problemy. Zagraliśmy bardzo dobre zawody i gratuluję dziewczynom. Gratuluję również dziewczynom z Widzewa, bo była walka do samego końca.

Zawodniczka TS Ostrovii – Monika Naczk:

– Dziękujemy za gratulacje. Ja również dziękuję za walkę. Myślę, że to był dobry mecz dla kibiców i mógł się podobać. Był to ofensywny mecz, dużo punktów zdobytych – ponad 90 punktów zdobyliśmy, więc myślę, że mogło podobać się to spotkanie. Uważam też, że zrealizowałyśmy w dużej mierze nasze założenia przedmeczowe, co skutkowało dobrą grą w ataku. Cieszę się, że z meczu na mecz tak naprawdę gramy coraz lepiej, bo początki były trudne. Natomiast teraz pokazujemy naszą siłę. Gramy zespołowo i musimy to kontynuować. Zobaczymy co będzie dalej. Jeśli w takim tempie będziemy robić progres, to myślę, że możemy jeszcze zaskoczyć.